| Urocza wyspa leżąca niedaleko wybrzeża włoskiego, tuż przy Wenecji. Spokojna enklawa na morzu, zdawać by się mogło – idealne miejsce na chwilę wytchnienia i wypoczynek w ciszy i spokoju. Cisza i spokój mogłaby jednak po jakimś czasie zacząć doskwierać, a poza tym ciężko byłoby znaleźć chętnego Wenecjanina, który mógłby zawieźć nas na brzeg wyspy. Dlaczego? Na wyspie zmarło podobno wiele ponad 100 tysięcy osób... Zdaje się to niemożliwe, a jednak. Gdy wybuchła epidemia dżumy w XIV wieku, ludzie umierali setkami. Z racji tragicznych warunków sanitarnych atmosfera w miastach była nieznośna. Ciała rozkładające się na ulicach, smród zgnilizny... Wenecja postanowiła poradzić sobie z tym problemem w jedyny możliwy sposób. Zakażonych (albo podejrzanych o zakażenie) transportowano wraz ze zwłokami na wyspę. Tam pozostawiano ich na pewną śmierć. Jeśli ktoś jeszcze nie był chory i tak nie słuchano jego wyjaśnień. Będąc na Poveglii i tak zaś szybko umierał. Ciał nie grzebano, gdyż nikt nie chciał zbliżać się do wyspy częściej, niż to konieczne. Czy dusze tych nieszczęśników znalazły wytchnienie? Wielu mieszkańców Wenecji jest pewnych, że nie, dlatego nie mają najmniejszego zamiaru odwiedzić Poveglii. To nie koniec mrocznych epizodów tej historii. W 1922 roku na wyspie otwarto szpital psychiatryczny. Pacjenci od początku skarżyli się na obecność duchów, ich szepty i inne dziwaczne zdarzenia. Oczywiście nikt się tym nie przejmował – w końcu byli chorzy psychicznie! Szef szpitala przeprowadzał na swoich podopiecznych eksperymenty. Lobotomia była jednym z mniej drastycznych „badań”. Ostatecznie sam oszalał i rzucił się z wieży szpitalnej. Smutny koniec.
|
|